Pan Krzysztof chciał pokazać, że choroba jest po prostu trudnym doświadczeniem, które nas kształtuje, a nie skazuje na bierność.
Gdyby ktoś się mnie spytał, na czym polega pokora i skromność, powiedziałbym o nim. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć, co to znaczy cierpliwość, podałbym jego przykład. I gdyby ludzie nie wierzyli, że można żyć z nieuleczalną chorobą, jednocześnie żyć pełnią życia, również wskazałbym właśnie jego. Krzysztof Kolberger – po dziewiętnastu latach walki z rakiem zmarł w Warszawie.
Wstęp idealnie nadający się do laurek, jakie często wystawia się zmarłym, wymieniając ich zasługi (których często po prostu nie mieli), niemal gloryfikując. Pan Krzysztof na pewno nie byłby z takiego artykułu zadowolony. Dlaczego? Bo był inny niż wszyscy celebryci. Trudno go nawet nazwać celebrytą. Był aktorem, jednym z najlepszych.
Dlaczego? Bo nikt nie czuł słowa tak jak on. Nikt nie potrafił wydobyć z poezji tyle co on. Kiedy Krzysztof Kolberger pojawiał się na scenie w teatrze, na wieczorze poezji lub wchodził na ambonę w kościele, ludzie cieszyli się, bo wiedzieli, że przy jego czytaniu odpoczną. Publiczność uwielbiała jego ciepły, gruby głos. Nawet z najnudniejszego tekstu potrafił stworzyć coś, co mocno skupiało uwagę słuchaczy. Zmieniał intonację, ściszał i zgłaśniał głos w odpowiednich momentach, ale przede wszystkim rozumiał to, co mówi.
Nic więc dziwnego, że to właśnie on po śmierci Jana Pawła II odczytał jego testament. Jak sam mówił, było to jego najtrudniejsze zadanie aktorskie w życiu. Pan Krzysztof wielokrotnie podkreślał, jaką rolę odgrywała dla niego postać papieża. Być może dlatego, że obaj byli aktorami, obaj znali wartość słowa i obaj poznali, czym jest cierpienie.
Można się zastanawiać, jak człowiek żyjący przez dziewiętnaście lat z nieuleczalną chorobą, która w każdej chwili może dać przerzuty, potrafi być człowiekiem szczęśliwym? Jak można zarażać tym szczęściem innych ludzi, kiedy samemu powinno się usiąść w kącie i rozpaczać nad swoim losem? Krzysztof Kolberger miał na to prostą receptę – pogodzić się ze swoją chorobą, zrozumieć ją i żyć najnormalniej w świecie. Nie znaczy to, że zapomniał o swojej chorobie. Pan Krzysztof chciał pokazać, że choroba jest po prostu trudnym doświadczeniem, które nas kształtuje, a nie skazuje na bierność.
Nie żył ze swoją chorobą na pokaz, tak żeby wszyscy widzieli jego ból. Robił wszystko, żeby nie uzależniać się od osób trzecich, żeby sprawiać jak najmniej problemu. Wspominający go aktorzy często podkreślali, że pan Krzysztof nigdy nie nakładał obowiązku rozmawiania o swojej chorobie, co często robią ludzie, którzy nie potrafią się z nią pogodzić. W jednym z wywiadów zapytany o podejściu do umierania odpowiada: „Jest jeszcze inna droga – mówienia o śmierci w sposób pogodny, słowo «pogodny» zawiera również cząsteczkę «pogodzony». Mówienie pogodnie o śmierci powoduje, że się z nią bardziej oswajamy. Ja oswajam się z nią w szczególny sposób, najmocniej od paru lat, a od prawie już 20 lat żyję ze świadomością, że jestem jej bliżej może niż inni.”
Nikt nigdy nie przeczytał o nim w żadnym brukowcu, nikt nie opisał żadnego skandalu z nim w roli głównej. Nigdy żaden paparazzi nie opublikował jego zdjęcia. Pan Krzysztof nigdy do tego nie dopuścił. Miał inny cel niż figurowanie na okładce tanich pism czy występowanie w reklamie szamponu do włosów. Chciał pokazać, że choroba może być źródłem szczęścia, głębszego poznawania świata, dostrzegania małych radości w codziennym życiu. Chciał pokazać, że umieranie jest tylko doświadczeniem, które nas rozwija, przez które dojrzewamy do tego, co będzie później. Wszystkich, którzy nie rozumieli, skąd czerpie tę siłę, odsyłał do wierszy ks. Twardowskiego, ale nie tylko. Kochał poezję. To ona była jego siłą napędową. To ona pozwoliła spojrzeć na świat z innej perspektywy.
Nie trzeba się długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że Krzysztof Kolberger był osobą nietuzinkową. Dla wielu autorytetem, dla niektórych nieznanym aktorem, ale dla wszystkich powinien być nauczycielem. Nauczycielem umierania.
Nie kusi zalotnym spojrzeniem, ale zachęca zdecydowanym wzrokiem, by zajrzeć do środka i dowiedzieć...
Czy młody człowiek - nie ksiądz i nie siostra zakonna - może wyjechać na misje? No pewnie! Chociaż...
Idzie od czternastu miesięcy. W Wenezueli na drogę wypadła mu puma, w Rosji został brutalnie napadnięty....
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Salezjanie w ramach przygotowań do dwusetnej rocznicy urodzin św. Jana Bosko, swojego...
Czy to świat przyszłości czy teraźniejszości? Widz po obejrzeniu filmu „Igrzyska śmierci...
Modlę się przed spektaklem. Proszę, by to doświadczenie radości, które ludzie będą mieli...
– Tak, to temat autobiograficzny. W życiu ta historia wyglądała inaczej. Nie była tak...
Dodaj nową odpowiedź