J. Kamil Kochanowski

Pomiędzy

recenzja filmu "Na krawędzi nieba"

Dodano: 25 listopad 2008 r.

Obrazem "Na krawędzi nieba" Fatih Akin po raz kolejny powraca do swojego ulubionego tematu procesów międzykulturowych. I co najważniejsze - robi to nadal w bardzo dobrym stylu.

Obrazem "Na krawędzi nieba" Fatih Akin po raz kolejny powraca do swojego ulubionego tematu procesów międzykulturowych. I co najważniejsze - robi to nadal w bardzo dobrym stylu.

Dla osób znających wcześniejsze dokonania reżysera (przede wszystkim głośny i wielokrotnie nagradzane "Głową w mur") nie będzie zaskoczeniem, że głównymi bohaterami "Na krawędzi nieba" są obywatele niemieccy i tureccy. Sam reżyser urodził się w Niemczech, ale, jak sam przyznaje w wywiadach, egzystuje na pograniczu tych dwóch kultur. Chociaż przez cały okres dojrzewania żył i zdobywał wiedzę w świecie Zachodu, wychowywany był przez rodziców pochodzenia tureckiego. Ten swoisty dualizm musiał rzecz jasna odbić się w znaczący sposób na sposobie myślenia o złożonym świecie "multikulti", a także wpłynąć na drogę twórczą, którą sobie obrał.

Nie od dziś wiadomo, że kino to doskonałe medium do odzwierciedlania dylematów związanych z kwestiami tożsamości. Nieraz stanowiło też sposób afirmacji postaw narodowościowych czy nawet narodowowyzwoleńczych. Trudno powiedzieć, że Akin wpisuje się w jakikolwiek sposób w nurt kina walczącego. Owszem - jego dzieła są mocno osadzone we współczesnych realiach i konfliktach, nie mają jednak na celu eskalacji tych ostatnich. Wprost przeciwnie - reżyser skupia się na obserwacji, analizie problemu, a przy tym jawi się jako zdecydowany zwolennik obustronnego dialogu. U Akina zderzenie dwóch kultur (nieuniknione na skutek masowej migracji Turków do kraju naszych zachodnich sąsiadów) i jego nierzadko tragiczne następstwa nie mają jednego winnego - obie strony są w równej mierze odpowiedzialne i tylko od ich dobrej woli zależy powodzenie zdrowego zasymilowania się dwóch światów. Otwartym pozostaje pytanie, jak długo taki proces miałby trwać. To, że w ogóle jest możliwy, reżyser nie ma raczej wątpliwości - jego wizje nie są naznaczone skrajnym pesymizmem i pozostawiają cenną nadzieję. Nie inaczej jest w "Na krawędzi nieba".

Obserwujemy losy kilkorga postaci, które wchodzą ze sobą we wzajemne relacje i determinują swoje postępowanie. Emerytowany wdowiec Ali, mieszkający w Bremie emigrant z Turcji, poznaje prostytutkę Yeter. Gdy ta ginie w nieszczęśliwym, spowodowanym przez niego wypadku, syn Alego emigruje do kraju nad Bosforem, zrywa kontakt z ojcem, próbuje na nowo ułożyć sobie życie i przede wszystkim odnaleźć córkę Yeter, której poczuwa się pomóc. W drugim z głównych wątków na pierwszym planie obserwujemy relację Ayten, córki Yeter, z będącą niemieckiego pochodzenia Lotte. Zasadnicze znaczenie ma tu także kontekst nielegalnych bojówek tureckich walczących o poprawę sytuacji socjalnej i zmianę w państwowych środowiskach politycznych.

Chociaż liczba głównych postaci jest raczej skromna, nie jest doprawdy łatwo i bez większego wysiłku przyswoić oraz zrozumieć opowiadaną przez Akina historię. Zdarzenia i zwroty akcji (o ile termin w ogóle ma zastosowanie do kina artystycznego...) mnożą się w dużym tempie. Akcja prowadzona jest w sposób nielinearny, co tylko potęguje napięcie i odracza moment ostatecznego zakończenia historii. Ale czy takowe może w ogóle mieć miejsce, skoro film prezentuje jedynie wycinek ogromnej kwestii, jaką jest dochodzenie do wzajemnego zrozumienia się na umownej linii Stambuł-Berlin?

Intrygujące, poruszające i po prostu piękne kino.

Chcesz zamieścić ma Bosko.pl swoją recenzję? Napisz do nas: film@bosko.pl

Tagi: film
Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA