O tym, czego się boi Mumio i spełnionym śnie Kopciuszka - rozmowa z Jadwigą Basińską
Jadwiga Basińska: – A dlaczego powinnam tam być?
– Nie oglądam telewizji, więc nie mam świadomości tego, że jestem bardzo częstym gościem w telewizorze. Myślę, że nie staliśmy się celebrytami. Oni są w innych mediach, w kolorowej prasie dla kobiet. Nas tam nie ma.
– Oczywiście! Może dlatego, że chodzę swymi utartymi ścieżkami. Opanowaną trasą: szkoła – przedszkole – piekarnia. Tam panie mnie znają, uśmiechają się, zagadują.
– Nie. Absolutnie. Zdarza się, że w pociągu Katowice–Warszawa podchodzą ludzie i mówią, że robimy w Mumio fajną robotę. Ale nic więcej.
– Nie. Choć pojawiamy się coraz częściej na spotkaniach z młodzieżą i wprost opowiadamy o miłości Boga, o tym, że można żyć w związku sakramentalnym, chodzić do kościoła, myślę, że ta sfera naszego życia nie jest znana większości społeczeństwa.
– Ojej… Nie wiedziałem o takich obrazkach. Nie wiem, może czas prześladowań i kpin kiedyś nadejdzie, ale na razie czujemy się bardzo chronieni. Może dlatego, że pracujemy w trójkę i wyraźnie czuję, że nie jestem sama. Już na początku działalności Mumio Pan Bóg nas tak poprowadził, że dał nam spowiednika – ks. Stefana Czermińskiego. I te spowiedzi uratowały zespół. Rozładowywały ogromne napięcia wewnątrz grupy, dawały sporo światła.
– Nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało. Nie potrafię wytłumaczyć tego w inny sposób, niż widząc w tym Bożą interwencję. Naprawdę nie umiem obfitować. Nie mogę powtórzyć tego za św. Pawłem…
– Od 24 października, w poniedziałki i środy o 18.45, w katowickim kościele przy Granicznej ruszają cykliczne katechezy neokatechumenalne. Niektóre z nich będziemy prowadzili z Darkiem. To naturalny etap w naszych wspólnotach. Ostatnio na rekolekcjach zaproponowano nam głoszenie katechez.
– Zgodziliśmy się od razu. Powiedzieliśmy: jesteśmy gotowi. Chcemy opowiadać o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, o tym, że Bóg kocha człowieka niezależnie od tego, co robił w życiu. O tym, że na niego czeka. Dopiero potem, gdy dotarłam do domu, okazało się, jak bardzo jestem przerażona. Nie mamy wprawdzie niczego sami „rzeźbić”, a jedynie przedstawić katechezy zatwierdzone przez samego papieża, a jednak okazało się, że to rzeczywistość, która mnie przerasta. Gdy przygotowywałam te katechezy, trzęsłam się jak osika, byłam na granicy płaczu. Ogarnęła mnie ciemność, „wielka smuta”.
Gdzie Jezus lubił odpoczywać? W Siwcówce. Powiedział to wiele razy prostej góralce....
Kiedy przy opuszczaniu do grobu trumny z ciałem Zbyszka Cybulskiego zabrakło dwóch żałobników,...
Ewelina była zwykłą nastolatką, taką jak wiele innych. Któregoś dnia dowiedziała się, że...
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Salezjanie w ramach przygotowań do dwusetnej rocznicy urodzin św. Jana Bosko, swojego...
Czy to świat przyszłości czy teraźniejszości? Widz po obejrzeniu filmu „Igrzyska śmierci...
Modlę się przed spektaklem. Proszę, by to doświadczenie radości, które ludzie będą mieli...
– Tak, to temat autobiograficzny. W życiu ta historia wyglądała inaczej. Nie była tak...
Niedawno przeczytałem pasjonującą książkę! Przywróciła mi nadzieję, że ludzie wciąż potrafią dzielić się swoimi doświadczeniami nie wstydząc się tego iż kierują ich one w stronę Boga. W książce „Ścieżkami wiary”, która ukazała się nakładem wydawnictwa JUT, znalazłem pocieszenie, radość i to, że na sens życia mogą składać się także pozornie niechciane i tragiczne wydarzenia. Każdy ma swoje camino! Z przyjemnością dowiadywałem się o życiu, miłości i wierze innych ludzi czerpiąc z nich inspirację do własnego życia!
Dodaj nową odpowiedź