nr 6/2009

Ruszamy w nieznane

Dodano: 11 maj 2009 r.

O katastrofalnej sytuacji Europy i owocach Drogi Neokatechumenalnej z Kiko Argüello rozmawia Roberto Piermarini*.

Roberto Piermarini: Co Droga Neokatechumenalna dała Kościołowi przez ponad 40 lat?

Kiko Argüello: - Najważniejszą rzeczą jest inicjacja chrześcijańska, która otwiera się w parafiach jako droga powrotu dla tych, którzy są daleko od Kościoła. Dzisiaj, w obliczu głębokiej sekularyzacji i globalnej zmiany świata, myślimy, że bardzo ważne jest pomagać chrześcijanom w parafiach, aby mieli dojrzalszą wiarę. Myślę, że to jest bardzo ważne dla Kościoła.

Jakie znaczenie miało zatwierdzenie w zeszłym roku Statutów Drogi Neokatechumenalnej?

- Po wielu cierpieniach, po wielkiej pracy na całym świecie, w końcu zostaliśmy uznani przez Stolicę Świętą jako diecezjalne narzędzie inicjacji chrześcijańskiej, jako instrument dla nowej ewangelizacji. To dla nas bardzo ważne.

A skąd pomysł, aby wysłać do parafii na peryferiach Rzymu wspólnoty, które zakończyły swoje itinerarium (wędrówkę) neokatechumenalne?

- Nigdy niczego nie planowaliśmy z góry, jesteśmy trochę jak synowie Abrahama, który pozostawia swoją ziemię i krok po kroku postępuje według planu Boga. My także staramy się iść ku wydarzeniom, które przygotowuje Bóg. Po raz pierwszy coś podobnego wydarzyło się w Paryżu, kiedy ówczesny kard. Jean Marie Lustiger mianował prezbitera ze wspólnoty neokatechumenalnej z bardzo mieszczańskiej parafii Saint Honoré de L’eau proboszczem parafii Bonne Nouvelle, położonej w strefie pełnej paryskich wyrzutków, prostytutek, transseksualistów. To była bardzo trudna parafia, tam praktycznie nie było katolików. Kardynał poprosił wspólnotę neokatechumenalną z Saint Honoré, aby towarzyszyła swojemu prezbiterowi w parafii Bonne Nouvelle. Na początku nie rozumieliśmy tej prośby, ale później zobaczyliśmy, że było to opatrznościowe, ponieważ bracia znaleźli mieszkanie blisko tej strefy i zaczęli głosić Ewangelię po domach. Parafia zakwitła: jest w niej ponad 7 wspólnot i inne owoce wiary.

Ale Rzym to coś innego, to przecież centrum chrześcijaństwa...

- W Rzymie mamy parafie, w których jest 25 czy 28 wspólnot, i są inne parafie, w których prezbiterzy mają trudności, przede wszystkim z powodu dużej liczby imigrantów. Pomyśleliśmy więc, że może nadszedł moment, jak mówi Ewangelia, gdy "ten, który ma dwie tuniki, niech da jedną temu, który jej nie ma" i aby parafie, które mają wiele wspólnot, wysłały kilka z nich do pomocy tym parafiom na peryferiach. Zebraliśmy proboszczów i odpowiedzialnych, i wszyscy się na to zgodzili. Rozmawialiśmy z wikariuszem Rzymu kard. Antonio Vallinim, któremu ten pomysł bardzo się spodobał, i z Ojcem Świętym. Teraz mamy już 14 wspólnot, które wyruszają do najtrudniejszych stref Rzymu. Na to "doświadczenie misyjne" czekają także inne części świata. Na przykład w Madrycie jest wiele peryferii pełnych imigrantów i jeśli się im nie pomoże, zostaną wciągnięci przez środowiska całkowicie zsekularyzowane.

Jestem słaby ...

Dariusz Basiński z Mumio

Jestem słaby: stąd mój ruch w stronę neokatechumenatu. Bardzo długo czekałem na wspólnotę. Moje solowe podrygi w stronę wiary to podskakiwanie w miejscu.
Wspólnota i rygor są mi potrzebne, bo jestem gnuśny, a wszedłem w to przede wszystkim dlatego, by ratować własną skórę - taki minimalizm.
To była konieczność jakiegoś kroku, który wyrwie mnie z letniości. Mam absolutnie dość mojego pogaństwa.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA