Ich podróż poślubna trwała rok. Anna i Piotr Koziełowie wspólne życie rozpoczęli, pomagając niewidomym dzieciom w Afryce.
W szkole trwa przerwa. Z daleka słychać śmiech bawiących się dzieci. Biegają po szkolnym podwórku, grają w piłkę. Gdyby nie umieszczone w niej dzwoneczki, trudno byłoby zauważyć, że dzieci są niewidome. Podbiega do nas 7-letni chłopak i chwytając za rękę, zaprasza do zabawy. Joseph stracił wzrok w wyniku powikłań pomalarycznych w ciągu kilku godzin. Rodzice wyrzucili go na ulicę, skąd trafił do Kibeho. W prowadzonym od 2008 r. przez polskie misjonarki ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża ośrodku szkolno-wychowawczym uczy się 72 dzieci. W Rwandzie żyje ok. 20 tys. ociemniałych dzieci. Nie otrzymują żadnej pomocy.
– Najtrudniejsze było podjęcie decyzji, a następnie powiedzenie o naszych planach rodzicom – mówi Ania Kozieł. Kiedy się poznajemy, wraz z mężem Piotrem są na półmetku swego misyjnego życia. Każde z nich marzyło o wyjeździe do Afryki. Ania chciała pomagać potrzebującym, Piotr pragnął utrwalać piękno Czarnego Lądu. Już nie pamiętają, kto pierwszy zaczął mówić o afrykańskiej pasji. W latach narzeczeństwa doszli do wniosku, że mogą ją zrealizować wspólnie. O swych planach najbliższym powiedzieli dopiero po ślubie, kilka miesięcy przed wyjazdem. – Starałam się ich odwieść od tej decyzji nie dlatego, że nie popierałam młodzieńczych ideałów, ale bałam się, jak sobie poradzą po powrocie – mówi mama Ani. Młodzi przyznają, że rady rodziców okazały się bezcenne. Dzięki nim zadbali o tak przyziemne, a konieczne sprawy, jak chociażby ubezpieczenie zdrowotne i składki emerytalne. – Po roku wrócili wrażliwsi i jeszcze bardziej przekonani o tym, że w życiu nie można tylko brać – dodaje mama Piotra.
Królestwem Ani jest salka gimnastyczna. Ściany powyklejała karteczkami z nazwami poleceń i części ciała w języku kinyaruanda. Nigdy wcześniej nie prowadziła rehabilitacji z ociemniałymi dziećmi. – Pamiętam, że gdy pojechaliśmy pierwszy raz do Lasek, to był we mnie odruch, by we wszystkim je wyręczać i usuwać z ich życia wszelkie trudności. Dopiero później zrozumiałam, że nie tędy droga. Wspomina, że same dzieci jej w tym pomogły. Niedowidzące pomagały niewidomym przekazać sens wykonywanych ćwiczeń. – Zawsze byłam pełna podziwu dla ich zapału. To ich nieustanne: „jeszcze, jeszcze” było bardzo motywujące – opowiada Ania.
Piotr uczył języka angielskiego, prowadził zajęcia komputerowe, drukował brajlowskie książki.
Rozwijając swą fotograficzną pasję, promował jednocześnie ośrodek w Kibeho. W internecie umieszczał zdjęcia dzieci i opowiadał ich historie. W ten sposób zachęcał do
adopcji serca. W ośrodku w Kibeho wszystkie dzieci objęte są taką formą pomocy, to sprawia, że żadne z nich nie czuje się gorsze. Mały Bruno w liście do swych opiekunów w Polsce napisał: „Jestem szczęśliwy, że mogłem poznać inne dzieci, takie same jak ja”.
– Ślepota jest w Rwandzie przekleństwem – opowiada Piotr. Niewidome dzieci są wyrzucane na ulicę i gdyby nie taki ośrodek jak w Kibeho, musiałyby żebrać, żeby przeżyć. – Często zastanawiałam się, skąd w tych dzieciach jest taka ogromna siła i radość mimo ogromnych cierpień, których doznały – mówi Ania i opowiada historię pochodzącego z sąsiedniego Konga chłopca. Eric urodził się niewidomy. Gdy rodzice się rozwiedli, ojciec wywiózł go do dżungli i po prostu zostawił. Chłopak całe miesiące żył sam w lesie, aż udało mu się dotrzeć do Gomy. Tam zaczął żebrać na ulicy. Zajęli się nim studenci i przywieźli do sióstr do Kibeho.
– Kiedy było nam trudno, składaliśmy ręce do modlitwy – wyznaje Ania. Oboje śmieją się, że rok w Kibeho to czas docierania się i poznawania, który zastąpił pięć lat wspólnego życia w Polsce.
– Imponował mi dystans Ani i Piotra do kariery, dóbr materialnych. Ich rówieśnicy zostali wkręceni w machinę pogoni za sukcesem, a oni postanowili zacząć wspólne życie od dawania – mówi pracująca w Kibeho s. Jana Maria. Ich postawa była też lekcją dla Rwandyjczyków. – Nasi pracownicy dziwili się, jak można zostawić własną pracę po to, by jechać gdzieś w świat i pomagać – mówi s. Fabiana.
Publiczność kwiczała ze śmiechu. – Wszyscy byliśmy przeciwko tobie – usłyszał bezrobotny,...
Spotkanie w lubelskiej kawiarni. Naprzeciwko mnie Miss Polka Litwy, finalistka konkursu Miss Polonia...
Zawsze śmieszyły mnie zawarte w wielu kobiecych pismach pseudostatystyki, z których wynikało,...
Kobiety, które mimo zagrożenia życia zdecydowały się urodzić dziecko, będą bohaterkami...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...
Historia prawdziwa, autobiograficzna. Szokująca opowieść o niezwykłej, chwilami bardzo...

no właśnie, a ja znam kogoś kto trafił do szpitala po ketonalu i spędził tam sporo czasu...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Przesiadują na klatkach schodowych lub na osiedlowych ławkach. Pijąc piwo, często...
Z mediów coraz częściej dowiadujemy się, że na terenie Polski organizowane są nielegalne...
Spotkanie w lubelskiej kawiarni. Naprzeciwko mnie Miss Polka Litwy, finalistka konkursu...
Dodaj nową odpowiedź