nr 15/2006
Dominika Bieńkowska, Maria Rosochacka

Pośrednicy dobra

Dodano: 6 maj 2006 r.

Pięćset marzeń spełniła polska Fundacja "Mam Marzenie" w ciągu dwóch lat działalności. Bliźniacza organizacja w New Jersey po 25 latach funkcjonowania spełnia rocznie 400. To zadaje kłam twierdzeniu, że Polacy nie są zdolni do wspierania innych. Pomagają, a śnieżna kula marzeń toczy się coraz szybciej.

Sześcioletnia Weronika z Gdańska przeistoczyła się w prawdziwą księżniczkę. Takie było jej marzenie: założyć różową suknię i tańczyć z księciem na balu. Pod szpital zajechała kareta zaprzężona w konie. Dziewczynka, w specjalnie dla niej uszytym stroju, wsiadła i pojechała do Pałacu Opatów. Tam czekała na nią grupa 60 aktorów i zespół muzyki dawnej. Gości powitał król i królowa. Odbył się turniej rycerski, a mały książę Filip zatańczył z Weroniką. To jedno z marzeń spełnionych przez Fundację "Mam Marzenie".

Marzenie I - spełniać marzenia

Fundacja działa w Polsce od trzech lat. Założył ją Piotr Piwowarczyk, który w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkał przez 15 lat, zaangażował się w działalność organizacji Make a Wish. Działa ona od 1981 r. To wtedy umierający syn Lindy Joy Bergendahl-Pauling zapragnął choć na chwilę przeistoczyć się w policjanta. W jego marzeniu uczestniczył cały komisariat.

Po śmierci Chrisa Linda postanowiła spełniać marzenia innych dzieci. Piotr Piwowarczyk chciał przenieść ten pomysł do Polski i zostać fundatorem. Dać kilkadziesiąt tysięcy dolarów, zatrudnić koordynatora i raz na pół roku przyjeżdżać ze Stanów. Realizacja planów wyglądała inaczej. - Zorientowałem się, że organizacje społeczne mają w Polsce fatalną opinię wyrobioną w połowie lat 90. Poza tym wydawało mi się, że nie wskrzeszę w ludziach chęci do działania - mówi Piwowarczyk. Porównywał wolontariat w Polsce i w USA. - W Stanach trzeci sektor to ogromny filar, nie ma firm, które nie dawałyby pieniędzy na cele dobroczynne. W Polsce okazało się, że nie ma takiego zwyczaju ani know-how. Musiałem przyjechać i zorganizować wszystko sam. Bo moje marzenie to spełnić marzenia wszystkich chorych dzieci.

Marzenie II - zaangażować innych

Marzenie Piotra zaczęło spełniać się z niespodziewaną siłą. Dzisiaj w fundacji działa 500 przeszkolonych wolontariuszy. To ludzie wykształceni i bez szkół; rodzice chorych dzieci i tacy, których nigdy nie dotknęła choroba, lekarze, prawnicy, aktorzy. - Poznane osoby wciągały swoich znajomych i w ten sposób zebrała się grupa wspaniałych współpracowników - opowiada. Amerykańska fundacja w pierwszym roku działania spełniła 10 dziecięcych marzeń, w drugim było ich 20. Porównując ich skalę i warunki z polskimi, Piwowarczyk myślał, że 10 marzeń w ciągu pierwszego roku to będzie rekord. - Z przerażeniem, ale i satysfakcją, spostrzegłem, że na spotkania przychodzą wciąż nowi ludzie, by zrobić coś dobrego - mówi Piwowarczyk. - Do końca grudnia spełniliśmy 37, w zeszłym roku - już 250 marzeń. W Make a Wish w New Jersey po 25 latach działania spełnionych zostaje niecałe 400 marzeń rocznie. To fenomen pokazujący, że w Polsce można porwać ludzi - dodaje.

To dobry znak dla idei naszego wolontariatu, który, co widać w corocznych badaniach prowadzonych przez firmę SMG/KRC, staje się coraz bardziej popularny. Daleko nam jednak do zaangażowania społecznego Stanów, Europy Zachodniej, a nawet Czech. Charytatywnie pracuje jedynie 18 proc. Polaków. Jednym z głównych powodów niechęci jest przekonanie, że najpierw muszą zadbać o sytuację własną i rodziny, a dopiero potem troszczyć się o innych. Inną przyczyną jest brak zaufania do organizacji społecznych (w czystą działalność fundacji nie wierzy 56 proc. Polaków, w 2003 r. nie wierzyło aż 65 proc.).

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA