Pięćset marzeń spełniła polska Fundacja "Mam Marzenie" w ciągu dwóch lat działalności. Bliźniacza organizacja w New Jersey po 25 latach funkcjonowania spełnia rocznie 400. To zadaje kłam twierdzeniu, że Polacy nie są zdolni do wspierania innych. Pomagają, a śnieżna kula marzeń toczy się coraz szybciej.
Sześcioletnia Weronika z Gdańska przeistoczyła się w prawdziwą księżniczkę. Takie było jej marzenie: założyć różową suknię i tańczyć z księciem na balu. Pod szpital zajechała kareta zaprzężona w konie. Dziewczynka, w specjalnie dla niej uszytym stroju, wsiadła i pojechała do Pałacu Opatów. Tam czekała na nią grupa 60 aktorów i zespół muzyki dawnej. Gości powitał król i królowa. Odbył się turniej rycerski, a mały książę Filip zatańczył z Weroniką. To jedno z marzeń spełnionych przez Fundację "Mam Marzenie".
Fundacja działa w Polsce od trzech lat. Założył ją Piotr Piwowarczyk, który w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkał przez 15 lat, zaangażował się w działalność organizacji Make a Wish. Działa ona od 1981 r. To wtedy umierający syn Lindy Joy Bergendahl-Pauling zapragnął choć na chwilę przeistoczyć się w policjanta. W jego marzeniu uczestniczył cały komisariat.
Po śmierci Chrisa Linda postanowiła spełniać marzenia innych dzieci. Piotr Piwowarczyk chciał przenieść ten pomysł do Polski i zostać fundatorem. Dać kilkadziesiąt tysięcy dolarów, zatrudnić koordynatora i raz na pół roku przyjeżdżać ze Stanów. Realizacja planów wyglądała inaczej. - Zorientowałem się, że organizacje społeczne mają w Polsce fatalną opinię wyrobioną w połowie lat 90. Poza tym wydawało mi się, że nie wskrzeszę w ludziach chęci do działania - mówi Piwowarczyk. Porównywał wolontariat w Polsce i w USA. - W Stanach trzeci sektor to ogromny filar, nie ma firm, które nie dawałyby pieniędzy na cele dobroczynne. W Polsce okazało się, że nie ma takiego zwyczaju ani know-how. Musiałem przyjechać i zorganizować wszystko sam. Bo moje marzenie to spełnić marzenia wszystkich chorych dzieci.
Marzenie Piotra zaczęło spełniać się z niespodziewaną siłą. Dzisiaj w fundacji działa 500 przeszkolonych wolontariuszy. To ludzie wykształceni i bez szkół; rodzice chorych dzieci i tacy, których nigdy nie dotknęła choroba, lekarze, prawnicy, aktorzy. - Poznane osoby wciągały swoich znajomych i w ten sposób zebrała się grupa wspaniałych współpracowników - opowiada. Amerykańska fundacja w pierwszym roku działania spełniła 10 dziecięcych marzeń, w drugim było ich 20. Porównując ich skalę i warunki z polskimi, Piwowarczyk myślał, że 10 marzeń w ciągu pierwszego roku to będzie rekord. - Z przerażeniem, ale i satysfakcją, spostrzegłem, że na spotkania przychodzą wciąż nowi ludzie, by zrobić coś dobrego - mówi Piwowarczyk. - Do końca grudnia spełniliśmy 37, w zeszłym roku - już 250 marzeń. W Make a Wish w New Jersey po 25 latach działania spełnionych zostaje niecałe 400 marzeń rocznie. To fenomen pokazujący, że w Polsce można porwać ludzi - dodaje.
To dobry znak dla idei naszego wolontariatu, który, co widać w corocznych badaniach prowadzonych przez firmę SMG/KRC, staje się coraz bardziej popularny. Daleko nam jednak do zaangażowania społecznego Stanów, Europy Zachodniej, a nawet Czech. Charytatywnie pracuje jedynie 18 proc. Polaków. Jednym z głównych powodów niechęci jest przekonanie, że najpierw muszą zadbać o sytuację własną i rodziny, a dopiero potem troszczyć się o innych. Inną przyczyną jest brak zaufania do organizacji społecznych (w czystą działalność fundacji nie wierzy 56 proc. Polaków, w 2003 r. nie wierzyło aż 65 proc.).
"Janka" - tak zwracają się do niej wszyscy pracownicy Polskiej Akcji Humanitarnej, wolontariusze...
Cztery łódzkie duszpasterstwa akademickie – DA „Węzeł” (salezjanie), JDA (jezuici), DA „5”...
Kiedy patrzę na tych ludzi, myślę sobie, że oni, choć czasem nikomu niepotrzebni, niechciani...
Kobiety, które mimo zagrożenia życia zdecydowały się urodzić dziecko, będą bohaterkami...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...
Historia prawdziwa, autobiograficzna. Szokująca opowieść o niezwykłej, chwilami bardzo...

no właśnie, a ja znam kogoś kto trafił do szpitala po ketonalu i spędził tam sporo czasu...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Przesiadują na klatkach schodowych lub na osiedlowych ławkach. Pijąc piwo, często...
Z mediów coraz częściej dowiadujemy się, że na terenie Polski organizowane są nielegalne...
Spotkanie w lubelskiej kawiarni. Naprzeciwko mnie Miss Polka Litwy, finalistka konkursu...
Dodaj nową odpowiedź