Jedną z nich wyspowiadałem. Bułgarkę. I rozgrzeszyłem. Wiedziałem, że nie ma klientów i wyjedzie. I wyjechała. Jak wracałem, gęba mi się śmiała: „Panie Jezu, co Ty za numery mi robisz?” – mówi ks. Marek Poryzała o jednej z uratowanych „tirówek”.
Ks. Marka nazywają najczęściej duszpasterzem prostytutek lub po prostu księdzem od „tirówek”. Do dziewczyn, które stoją i oferują seks przy międzynarodowych trasach, jeździ od roku. Zaczęło się przez przypadek. Był wtedy jeszcze klerykiem. – Jeździłem tico. W drodze do mojej cioci zatrzymałem się przed zajazdem w Kruszynie „na siku”. Tam jest taki bar – relacjonuje obrazowo. – Podeszła do mnie dziewczyna z Bułgarii. Na oko 24 lata. Zaczęła mi oferować swoje usługi, pchając się do samochodu. A ja ubrany oficjalnie; w koszuli, koloratce. Powiedziałem jej, że jestem księdzem, że mi nie wolno być z kobietą. A ona na to, wskazując na brewiarz, że… ma taki sam w domu. Krótko pogadaliśmy, na końcu zrobiłem nad nią znak krzyża – kontynuuje. – Później żałowałem, że nie na czole, bo obserwujący całe zajście ludzie przy barze mogli odczytać, że ją rozgrzeszam. A przecież ona za chwilę podeszła „na numerek” do towarowego busa z napisem „Jarek”… – dodaje gorzko.
To był rok 1998. Marek Poryzała zaczynał właśnie studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie. Miał już jednak za sobą formację w Zgromadzeniu Misjonarzy Ducha Świętego w Bydgoszczy, a także praktyki we Francji wśród… prostytutek. – To było rok wcześniej w Bordeaux i Paryżu. Chodziliśmy do nich bez habitów, bez symboli religijnych po to, by wmieszać się w tłum i rozmawiać – wspomina.
Do polskich „tirówek” też jeździ incognito. Choć „polskich” to nadużycie. – To są dziewczyny głównie z Bułgarii, Rumunii, Ukrainy. Są też Polki. Najmłodsza ma 18 lat. Najstarsza 39. Teraz jadę do Szczecina, więc też się z nimi spotkam – mówi. Z Centrum Duchowości „Święta Puszcza” w Olsztynie pod Częstochową, gdzie ma mikroskopijnych rozmiarów pokoik, robi kursy do parafii, w których opowiada o prostytucji, o zagrożeniach z niej płynących i o skali tego zjawiska, ale i o szacunku dla trudniących się nierządem dziewczyn. Jeździ też do osób, dla których jest kierownikiem duchowym. To są ludzie z problemami: samobójcy, homoseksualiści, narkomani, ale i… klienci prostytutek. Po drodze zawsze rezerwuje sobie trzy, cztery godziny. – Tyle czasu trzeba, by z każdą z dziewczyn pogadać przynajmniej kwadrans, czasem 20 minut – tłumaczy. Znakiem rozpoznawczym dla nich nie jest koloratka, a czerwony citroen z rzucającym się w oczy białym napisem www.grzechy.com – reklamą strony, którą stworzył z myślą o młodych ludziach, uwikłanych w uzależnienia od seksu, hazardu czy narkotyków. – One po tym mnie rozpoznają. Ale napis działa też jak demotywator, szczególnie dla klientów, którzy przecież są Polakami i wiedzą, co to jest grzech – przyznaje ks. Marek. Polakami są też alfonsi. Oni, choć przeważnie tolerują to, co robi ks. Marek, czasem bywają niebezpieczni. – Kiedyś jadąc z Gdańska do Warszawy, przez 150 km miałem „ogon” – BMW, które podjeżdżało, wyprzedzało mnie i nagle stawało, potem spychało mnie do rowu. A było szaro i padał deszcz. Modliłem się Koronką. Bałem się, jak ks. Popiełuszko – wspomina.
Każde spotkanie jest inne. Bo inne są też dziewczyny. Dziś w samochodowej półce pod biretem ma tablicę z klipsem, w którą wpięte jest siedemdziesiąt kartek. – Na każdej z nich jest jedna z dziewczyn. Wypisuję jej imię, wiek, historię życia, krótkie streszczenie naszej ostatniej rozmowy. To pozwala mi nie pogubić się w tym wszystkim i psychologicznie ogarnąć – wyjaśnia.
Spotkanie zaczyna od znaku krzyża. Potem jest przywitanie. Prostytutka wsiada do citroena. – To, że się nie boją, że tak chętnie wsiadają, to nie moja zasługa, a robota Jezusa – mówi. Chociaż w jakimś stopniu i jego. Zaczyna bowiem od poczęstowania jabłkiem, coca-colą, kawą, herbatą. Jednej z nich, kiedy skarżyła się na odparzenia, dał swój krem po goleniu. – Posmarowała się i jej pomogło. Bardzo mi dziękowała – wspomina ks. Marek, dodając, że to są takie ludzkie, proste odruchy. – To od nich zaczyna się zaufanie. To one są później podstawą do szczerej rozmowy. Tak je „kupuję” – przekonuje.
Prawie tysiąc księży zostało objętych modlitwą. To wszystko dzięki inicjatywie Duchowej Adopcji...
Kościół. Jedno słowo, ale budzące wiele kontrowersji. Dla jednych „Matka”, dla innych miejsce...
W Centrum Jana Pawła II został przygotowany krótki film o adoracji Najświętszego Sakramentu....
Kobiety, które mimo zagrożenia życia zdecydowały się urodzić dziecko, będą bohaterkami...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...
Historia prawdziwa, autobiograficzna. Szokująca opowieść o niezwykłej, chwilami bardzo...

no właśnie, a ja znam kogoś kto trafił do szpitala po ketonalu i spędził tam sporo czasu...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Przesiadują na klatkach schodowych lub na osiedlowych ławkach. Pijąc piwo, często...
Z mediów coraz częściej dowiadujemy się, że na terenie Polski organizowane są nielegalne...
Spotkanie w lubelskiej kawiarni. Naprzeciwko mnie Miss Polka Litwy, finalistka konkursu...
Poprzez takie artykuły i taką pracę człowiek tonie we łzach. Nie smutku, lecz nadziei na lepsze jutro.
Trzymam kciuki za księdza Marka i polecam Go Pani z Jasnej Góry.
Dodaj nową odpowiedź