nr 2/2005, s. 20-21
Szymon Babuchowski

Zawierzyć marzeniom

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Katowicki Spodek, blask reflektorów, na widowni kilka tysięcy osób. A na scenie - sześć niepełnosprawnych modelek w sukniach ślubnych. - Nigdy nie wierzyłam, że wystąpię przed tak dużą publicznością - wyznaje Jola.

Spodek, blask reflektorów, na widowni kilka tysięcy osób. A na scenie - sześć niepełnosprawnych modelek w sukniach ślubnych. - Nigdy nie wierzyłam, że wystąpię przed tak dużą publicznością - wyznaje Jola.

Siedzimy w pokoju, w caritasowskim Ośrodku dla Niepełnosprawnych "Miłosierdzie Boże" w Borowej Wsi. Od tamtego pokazu, wieńczącego śląskie obchody Europejskiego Roku Osób Niepełnosprawnych, minęło kilkanaście miesięcy, ale przygoda z modą trwa dalej. Fotografie dziewczyn w sukniach ślubnych i wieczorowych znalazły się w kalendarzu na 2004 rok, wydanym przez Caritas Archidiecezji Katowickiej. Modelki występowały już czternaście razy w różnych miejscach, ostatnio w Knurowie, gdzie telewizja nagrała o nich reportaż do programu "Raj".

Właśnie oglądamy w komputerze zdjęcia z tego występu, przeglądamy też kronikę, w której uwiecznione zostały poprzednie pokazy. - A to moja ulubiona fotografia Basi - pokazuje Beata. Basia szybko zasłania zdjęcie: - Nie podoba mi się! Wyglądam tak jakbym chciała kogoś poderwać - protestuje. - O to chyba chodzi, nie? - żartują pozostałe dziewczyny. Patrząc na ich ładne, roześmiane twarze, łatwo zapomnieć o wózkach i chorobie.

Suknia ślubna bez zobowiązań

- Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że od zwykłych modelek i zwykłych dziewczyn różni nas tylko to, że mamy "cztery kółka" i potrzebujemy trochę więcej czasu na przebranie się - mówi 26-letnia Beata Nartowska, od której wszystko się zaczęło. Beatę pasjonuje moda - żeby to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na jej ciuchy, fryzurę czy makijaż. Jej marzeniem od zawsze było wziąć udział w profesjonalnej sesji fotograficznej.

Kiedyś zwierzyła się z tego pragnienia Kasi Migdoł-Rogóż, która była wówczas terapeutką w ośrodku. Nie minęły dwa tygodnie, a Kasia zorganizowała pierwszy pokaz.

- Okazało się, że ludzie chcą na nas patrzeć - uśmiecha się Beata. - Teraz nasze pokazy to specjalna muzyka, specjalny układ choreograficzny. Pracuje nad tym cały sztab osób: mamy zaprzyjaźnione fryzjerki, pomagają nam profesjonalne modelki, jest też firma, która wypożycza nam suknie ślubne.

- Moim marzeniem było włożyć suknię ślubną, ale bez zobowiązań - śmieje się Monika Jesionek.

- Nigdy bym nie przypuszczała, że będę kiedykolwiek w modzie występować - mówi Jola Marczykiewicz, która, podobnie jak Beata i Monika, choruje na dziecięce porażenie mózgowe.

Przyjaciele z ośrodka uważają, że dziewczyny trafiły w niszę rynkową. Pomysł pokazów mody na wózkach zaskoczył wszystkich.

- Jednym się to będzie podobać, a drudzy stwierdzą: Boże, co one robią! - uważa Jola.

Choć przez ostatnich kilkanaście lat sporo się zmieniło w naszym podejściu do niepełnosprawnych, ciągle jeszcze wiele jest do zrobienia.

- Bywamy postrzegani jako ludzie śliniący się, pokrzywieni i mało inteligentni - twierdzi Beata. - Zdarzyło mi się raz, że kiedy bawiłam się i wygłupiałam z siostrą w dyskotece, ktoś zapytał głośno: "Po co coś takiego tutaj przychodzi?". Dlatego te pokazy mody są dla mnie wołaniem o normalność.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA