Dobry Magazyn
nr 2/2005
Grzegorz Kapla

Znowu zaczniesz się śmiać

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Bez terapii, drogich leków, pieniędzy na leczenie setki ludzi wychodzą z narkotyków, alkoholu, hazardu, paraliżującej utraty wiary w sens życia. Na całym świecie powstają domy Wspólnoty Cenacolo założonej w 1983 roku przez siostrę Elvirę Petrozzi. To fenomen, jeśli mówić o skuteczności jej metody - przyznają terapeuci. W Polsce otwarto trzeci dom Wspólnoty, w Porębie Radlnej koło Tarnowa.

To nieprawda, że narkoman to brudny żebrak śmierdzący uryną i potem Dworca Centralnego. Tak wyglądają tylko ci, co dotarli do kresu. Narkomani, których spotkałem w Porębie mieli już szybkie auta, drogie ciuchy, kobiety i często świetną pracę. I codzienną dawkę kokainy albo extasy. Albo amfy. Musisz mieć pieniądze, bo narkotyki są drogie. Kilka tysięcy miesięcznie. Droga do zagłady jest szeroka i łatwa. Któż wstąpiłby na nią, gdyby zaczynała się w rynsztoku?

Zaczyna się w domu i w szkole. Od słów, których sobie nie mówimy. Od gestów, których sobie nie potrafimy podarować. Od oczu wpatrzonych w telewizor, a nie w dziecięce buzie. Od telefonu komórkowego, który kupujemy córce w przekonaniu, że jego dzwonek zagłuszy wyrzuty sumienia, bo znów nie mamy dla niej czasu.

- Zaczyna się od samotności. Od domu, który nie nauczył nas mówić ani słuchać. Bierzesz raz i łatwiej ci rozmawiać z dziewczyną, podejmować decyzje... Tak się zaczyna - mówią - potem długi czas jest dobrze. A potem jest już za późno. Rynsztok. Koniec.

Nikt ich tu nie trzyma

Jestem człowiekiem małej wiary. Nie ma w Dekalogu granicy, której bym nie popróbował przekroczyć... Więc jeśli powiedzieli mi, że można narkomana wyleczyć różańcem i pracą wzruszyłem ramionami. Nie żebym nie wierzył w cuda. Ale z wyleczeniem z narkomanii jest tak jak ze Zmartwychwstaniem. Niektórzy są jak Piotr, inni jak Tomasz - nie tylko muszą zobaczyć ranę, ale i włożyć rękę do środka. Inaczej nie uwierzą..

Kiedy powiedziano mi, że można narkomana wyleczyć pracą i różańcem, wzruszyłem ramionami. Nie żebym nie wierzył w cuda. Ale wolałem sam zobaczyć. I zobaczyłem.

I zobaczyłem tych, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej kradli, bili, albo handlowali mafijnym towarem. Widzę ich jak stoją po lędźwia w błocie, ociekając styczniowym deszczem i własnymi rękami kopią rów, którego nikt nie kazał im kopać. I za który nikt im nie zapłaci. Widzę jak uśmiechają się do siebie i słyszę jak odmawiają różaniec po włosku. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedzieli, co to jest różaniec. A włoski kojarzył im się tylko z pizzą. Ręce grabieją na szpadlach, deszcz wali z nieba jak oszalały. Błoto wlewa się do kaloszy. Nikt nie każe im tego robić. Nikt im za to nie płaci. I nikt ich tu nie trzyma. - Grazie, o mio Gesu - mówią. - Dziękujemy Ci Jezu.

Wieczernik siostry Elviry

Był czerwiec 1983 kiedy młoda Włoszka w szarym zakonnym habicie pchnęła brudne drzwi starego domu w Saluzzo. Dom był zrujnowany, wiatr tarmosił zeschłe liście w pokojach bez okien. - No, jesteśmy u siebie - ucieszyła się Elvira Petrozzi i uśmiechnęła do Aurelli - bierzemy się do pracy. I zaczęły różaniec: "Vieni Santo Spirito e manda a noi dal cielo un raggio della tua luce"...

Wszystko zaczęło się od wiary. Od wiary prostej i uczciwej. "Jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić" - mówił paralityk do Jezusa. "Chcę, bądź uzdrowiony" - uśmiechnął się do niego Jezus. Elvira uwierzyła, że tak można. I że nie potrzeba niczego więcej. Jeśli Jezus zechce, uzdrowić może z każdego piekła. Nawet z narkomanii. Bez lekarzy, podawania zastępczych środków odurzających, bez detoksów, bez psychoterapeutów. Bez pieniędzy. Samą tylko modlitwą i pracą.

Były trzy - siostry: Aurelia i Elvira oraz nauczycielka, pani Nives. I ośmiu narkomanów. Razem rozpoczęli pracę przy odbudowie domu. Nazwali go Cenacolo, czyli Wieczernik.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA